Prof. Nęcki: "To co się działo w Zakopanem pokazuje, że ludzie ponownie nie dadzą się zamknąć. Grozi nam rewolucja!"

Tomasz Mateusiak
Tomasz Mateusiak
- To co się stało w miniony weekend na Podhalu to szalenie ciekawe zjawisko dla psychologa. Dla polityków to już jednak bardzo zła informacja – mówi prof. Zbigniew Nęcki, znany psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Ludzie dali rządzącym ostatni sygnał ostrzegawczy, że kolejnego zamknięcia w domu już nie wytrzymają – dodaje w wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej” naukowiec.

Panie profesorze widział pan zdjęcia pokazujące to, co działo się w ostatni weekend w Zakopanem?
Tak widziałem. I muszę przyznać, że mnie to mocno zaintrygowało i zaciekawiło. Nie tylko jako człowieka, ale też jako naukowca.

Dlaczego? Ze względu na skalę?
Nie, nie o to chodzi. Na zdjęciach i filmach z Krupówek widziałem, że bawiło się tam nocami maksymalnie kilkaset osób w jednej grupie. Tymczasem w ten weekend na Podhalu było minimum kilkadziesiąt tysięcy turystów. Ludzie nagrani to więc jakiś mały procent wszystkich, jacy pojechali w góry.

Co więc tam Pana zaintrygowało?
Właśnie reakcja tych ludzi. Przyjechali oni do Zakopanego w pierwszy weekend, gdy rząd trochę poluzował obostrzenia pandemiczne i, jak to się mówi kolokwialnie, „puściły im hamulce” lub „zerwali się ze smyczy”.

To takie dziwne?
Właśnie nie! To bardzo stare zjawisko obserwowane przez psychologów czy socjologów. Nazywa się z angielskiego „acting out”. Chodzi o to, że społeczeństwo od blisko roku musi mierzyć się ze skutkami pandemii, czyli licznymi obostrzeniami i kolejnymi zakazami. Ogólnie ludzie muszą się samokontrolować i ograniczać. Oczywiście nie zawsze tego właśnie chcąc. I teraz poluzowano nam obostrzenia i ludzie mogli wyjechać na weekend. Poczuli wolność i dodatkowo w jakiejś mierze stali się anonimowi. Na wakacjach człowiek uznaje, że może więcej, bo przecież ludzi obok nie zna i być może nigdy ich już nie zobaczy. Na Krupówkach zachowuje się więc inaczej niż gdyby miał robić imprezę we własnym mieszkaniu w bloku. Wówczas bowiem sąsiedzi wskazywaliby go palcem.

Do czego to można porównać?
Np. do dzieci czy młodzieży w pierwszych dniach po zakończeniu roku szkolnego. W tym pierwszym tygodniu wakacji zazwyczaj jest najwięcej wypadków wśród młodych, bo ci są tak spragnieni wolności, że łapią ją „każdym oddechem”, czasem robiąc po prostu rzeczy głupie. Inny przykład? Proszę bardzo. Jeszcze kilka lat temu studenci UJ mieszkający w sławnym akademiku „Żaczek” po każdej sesji siadali w oknach i wydzierali się niemiłosiernie, a następnie wyrzucali przez okno swoje płonące notatki. Trwało to godzinę, dwie i ludzie ci się uspokajali. Studenci w ten sposób odreagowywali sesję, czyli wytężony okres przymusowej nauki, samokontroli i dyscypliny. Tu mamy identyczne zjawisko.

Znamienne jednak, że z tego co obserwowaliśmy na Krupówkach, ludzie którzy tam byli bawili się w miarę spokojnie i w przyjaźni dopóki nie zobaczyli… policji. Wówczas atmosfera wesołego festiwalu zmieniała się w agresję kierowaną w stronę mundurowych.
To pod względem psychologiczno-socjologicznym także nic nowego. Ludzie mają bowiem dość obostrzeń jakie nałożono na nich w związku z pandemią i policję utożsamiają z władzą i aparatem reperkusji, która ma ich karać. Dlatego widok policji powodował w ludziach agresję. Tak działo się zawsze, od starożytności począwszy, gdy władza zbytnio uciskała społeczeństwo. W tym wypadku ludzie względem policji pozwalali sobie nawet na więcej, bo wchodziła też w grę psychologia tłumu. Wiadomo, że w tłumie jesteśmy silniejsi.

Czy Pana zdaniem kolejne weekendy będą już w Zakopanem spokojniejsze, bo ludzie, którzy dopiero mają tu przyjechać zobaczyli obrazki z minionych dni i wiedzą już, jak nie powinni się zachowywać?
Moim zdaniem raczej tak się nie stanie i sytuacja ta będzie się powtarzać.

To doprowadzi do tego, że rząd ponownie zamknie miejsca turystyczne…
I tu właśnie dochodzimy do moim zdaniem najciekawszej rzeczy. Jeśli rząd to zrobi, to będzie bardzo odważny… To co się działo w weekend w Zakopanem pokazuje bowiem, że my Polacy jako społeczeństwo jesteśmy już tak zmęczeni tym, że przez pandemię rząd nam ciągle czegoś zakazuje (czasem słusznie czasem nie), że jesteśmy o krok od wybuchu rewolucji! To się w historii już zdarzało, że małe incydenty potrafiły przerodzić się później w duże zamieszki, które kończyły się nawet na rewolucjach. Ludzie tak długo byli zamknięci w domach, że teraz gdy poczuli trochę wolności – nawet w postaci możliwości wyjazdu w góry na narty – że nie będą absolutnie chcieli jej już oddać.

Nie dla szczepionki AstraZeneca

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie