Co szwankuje w programie szczepień przeciwko koronawirusowi. Lekarze sfrustrowani

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Dr Paweł Grzesiowski: Każda zmarnowana dawka oznacza porażkę systemu
Dr Paweł Grzesiowski: Każda zmarnowana dawka oznacza porażkę systemu Lucyna Nenow / Polska Press
Narodowy program szczepień przeciwko COVID-19, który ruszył w Polsce 27 grudnia, odsłonił braki i niedomagania systemu. Najbardziej sfrustrowani są medycy. Pół miliona z nich wciąż jest niezaszczepionych. Tymczasem niektóre szpitale chcą już realizować szczepienia dla seniorów.

W programie szczepień przeciwko COVID-19 do 10 stycznia wzięło udział ponad 200 tysięcy osób. To liczba osób zaszczepionych. Dużo to, czy mało? - Liczby bezwzględne niewiele mówią – uważa dr Paweł Grzesiowski. I dodaje: - Tysiąc szczepień w Zielonej Górze inaczej wygląda, niż tysiąc szczepień w Warszawie. To zupełnie inna skala. Bardziej precyzyjna statystyka, jeżeli chodzi o raportowanie szczepień, może wpłynąć pozytywnie na ich szybszą realizację, bo będzie widać, gdzie to idzie wolniej, gdzie szybciej i gdzie należy wprowadzić poprawki – mówi dr Grzesiowski.

Zdaniem profesora Andrzeja Matyi, prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej, szczepienia w Polsce są dobrze zorganizowane. Choć, jak zauważył w niedzielnym programie „Wstajesz i wiesz" w TVN24, w wielu miejscach wymagają modyfikacji, no i w ogóle cała ta akcja szczepień jest „zbyt wolna".

„Zbyt wolna" to dość łagodne określenie, zważywszy na to, że na szczepienia wciąż czeka pół miliona medyków. Niektórzy z nich swoje zgłoszenia do szpitali wysłali w połowie grudnia i do dziś nie dostali żadnej odpowiedzi.

- Mam skierowanie na szczepienie z kodem zero, tylko nic z tego nie wynika – mówi jedna z lekarek z przychodni dermatologicznej. I dodaje: - Nie wiadomo, co z tym zrobić. Czy jeśli wysłałam zgłoszenie do jednego szpitala, a on nie odpowiada, mogę się zaszczepić w innym? Są szpitale, w których szczepienia poszły sprawnie, ale kiedy się tam dzwoni, mówią, że u nich listy są już zamknięte. Co to znaczy – nie wiem – opowiada.

Lekarze są sfrustrowani, bo w ich środowisku głośno o tym, że szczepienia w szpitalach prowadzone są hierarchicznie. To znaczy, najpierw szczepią się władze szpitala, potem administracja, potem ordynatorzy, ich rodziny i znajomi, a lekarze na końcu. – Jestem lekarzem specjalistą, dermatologiem z przychodni mającej umowę z NFZ i jestem niezaszczepiona. Nie mam żadnej informacji. Czy ktoś nie zauważył mojego maila? Czy wypadłam z systemu? Czy ktoś uznał, że nie będzie się mną zajmował, bo jestem dermatologiem? Nie wiadomo, gdzie mam dzwonić i nie ma nikogo, kto mi powie, kiedy mam przyjść na szczepienie. Nie ma nawet gdzie zadzwonić, żeby w ogóle się dodzwonić. Znajomi lekarze idą do punktu szczepień, czekają w kolejce, licząc, że się załapią i zaszczepią. Jestem sfrustrowana tą sytuacją, bo wszyscy mówią, że wszystko działa sprawnie, ba, że trzeba namawiać ludzi do szczepień. Ludzie chcą się szczepić! To nieprawda, że trzeba ich namawiać! Tylko że, wygląda na to, że szczepią się „lepsi", a ci, którzy bezpośrednio nie są związani z warstwą decyzyjną nie wiedzą, jak się do tych szczepień dostać. Lekarze, którzy są bezpośrednio narażeni na zakażenie szczepi się na końcu – podsumowuje lekarka.

Zdaniem lekarzy system organizacji szczepień jest zły, bo i tak obciążonym szpitalom dodano jeszcze kolejną robotę. Wszystko przez to, że Ministerstwo Zdrowia zdecentralizowało akcję, spychając przymusowo szczepienia na szpitale węzłowe.

- Izby lekarskie wysłały nam informacje, kto może się zaszczepić, ale Izby nie koordynują szczepień – mówi inny z lekarzy.

Dr Paweł Grzesiowski, ekspert profilaktyki zakażeń i Naczelnej Rady Lekarskiej, w rozmowie z „Polską" mówi, że nie ma sensu krytykować wszystkiego w czambuł. Niemniej, jego zdaniem, system potrzebuje szybkich i zasadniczych zmian. - Program szczepień ruszył, ale z pewnymi kłopotami. Pierwsze dwa tygodnie pokazały słabe miejsca tego systemu, które trzeba jak najszybciej poprawić.

Po pierwsze, potrzebujemy więcej punktów szczepień, a także trzeba im zapewnić większą wydolność.

- W tej chwili szpitale szczepią własnym personelem; brakuje zbiorczych punktów szczepień, takich jak na przykład Szpital Narodowy na Stadionie Narodowym czy w innych szpitalach tymczasowych. Tam powinny być punkty, do których osoby z grupy zero mogłyby przyjść, stanąć w kolejce i się zaszczepić. To by bardzo przyspieszyło proces szczepień. Wielu ludzi czeka na szczepienia. Mogę to powiedzieć na własnym przykładzie – mój zespół z przychodni otrzymał termin na za 10 dni. Taka jest przepustowość szpitala, do którego się zgłosiliśmy. Gdyby były miejsca, do których można by było przyjść, stanąć w kolejce, to pewnie wszyscy byśmy tam poszli. Moim zdaniem to pierwsza rzecz, którą trzeba by zrobić i ona jest najprostsza do zrobienia – po prostu zorganizować punkty szczepień w szpitalach tymczasowych w dużych miastach, które działałyby 12 godzin na dobę przez 7 dni w tygodniu – uważa dr Grzesiowski.

Kolejną sprawą jest system dostaw szczepionek – teraz dostawy odbywają się raz w tygodniu.

- W piątek słyszeliśmy, że podobno jest zgoda na dostawy dwa razy w tygodniu. Ale działania te idą opornie. Potrzebujemy elastycznych dostaw szczepionek do punktów szczepień. Dla hurtowni żaden problem dostarczać szczepionki, bo przecież one do aptek dostarczają leki codziennie. To tylko kwestia logistyki – mówi dr Grzesiowski. Agencja Rezerw Materiałowych zarządza szczepionkami i tylko od nich zależy, ile razy w tygodniu mogą być dostarczane szczepionki. - To wyłącznie kwestia elastyczności dostaw – przecież w magazynach czeka 300 tysięcy dawek. Rozumiem, gdyby magazyn był pusty. Nie jest prawdą, że brakuje szczepionek – dodaje dr Grzesiowski.

W tej chwili w Polsce jest ponad 500 punktów szczepień – w ich skład wchodzą wszystkie węzłowe szpitale plus te szpitale, które szczepią własny personel. Zapowiadane przez rząd 6 tysięcy punktów szczepień zostanie uruchomione dla kolejnych grup wiekowych. Mają one otworzyć się w POZ-ach po 20 stycznia.

- A nawet później – zaznacza dr Grzesiowski. – Od 25 stycznia mają ruszyć szczepienia dla grupy pierwszej, czyli seniorów 70+. Poprzedzi je 10-dniowa rejestracja.

Seniorzy będą mogli rejestrować się od 15 stycznia, ale mają kilka form rejestracji. Jednym sposobem jest – przez konto internetowe pacjent.gov.pl. Ci, którzy takich kont nie mają, ani nie są biegli w internecie, mają możliwość rejestracji poprzez wizytę u swojego lekarza rodzinnego. Trzeci sposób – przez telefon dyżurny 989, który przyjmuje zgłoszenia.

Profesor Matyja podkreślał wagę szczepionkobusów, które mogłyby jeździć po mniejszych miejscowościach i gminach. - To jest realne – uważa też dr Grzesiowski. – Są przecież autobusy pobierające krew, nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć takie mobilne punkty szczepień – mówi. Dlaczego więc się tego nie robi?

- To pytanie do rządzących. Organizatorem szczepień są władze. My możemy tylko do nich apelować – podkreśla ekspert. Zwraca też uwagę, że powinna być jasno opisana procedura w sytuacji zaistnienia ryzyka, że rozcieńczona już fiolka szczepionki może zostać niewykorzystana i się zmarnować, ponieważ jest ważna tylko przez 6 godzin.

- W momencie, kiedy przez jakiś czas nikt się do punktu szczepień nie zgłasza i istnieje ryzyko, że dawka się zmarnuje, należy wezwać na szczepienie dowolną osobę czy to rodzinę pacjenta, czy przypadkowych przechodniów. Punkty szczepień powinny mieć listy rezerwowe aby uniknąć takich sytuacji. Każda zmarnowana dawka oznacza porażkę systemu – uważa dr Grzesiowski.

Do tej pory zniszczeniu uległo 365 dawek. - Oczekiwałbym, że pojawi się raport, który wyjaśni, dlaczego zmarnowały się te dawki. Czy dlatego, że wypadły z zamrażarki, czy to zniszczenie wynika z błędów systemowych – mówi dr Grzesiowski. Nawiasem zauważając, nikt nie zwraca uwagi na to, że w WUM, który stał się negatywnym bohaterem afery szczepionkowej z udziałem VIPów, nie zmarnowała się żadna dawka. Ale za to wszyscy pasjonują się tym, kto się zaszczepił poza kolejnością.

Kiedy na szczepienie przeciw COVID-19 będą mogły się szczepić inne niż seniorzy grupy wiekowe? Jednoosobowo odpowiada za to pan Michał Dworczyk, szef KPRM, pełnomocnik rządu ds. programu szczepień. Data nie została jeszcze ogłoszona.

Rząd podjął decyzję w sprawie obostrzeń.

Wideo

Materiał oryginalny: Co szwankuje w programie szczepień przeciwko koronawirusowi. Lekarze sfrustrowani - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie